Rapsodia Węgierska
czyli Austro-(Słowacko)-Węgierskie wakacje A. D. 2006
 
Strona główna
Trasa
1. Wyjazd
2. Veľký Meder
3. Budapeszt
4. Bratysława
5. Győr
6. Wiedeń
7. Komárno
8. Esztergom
9. Podhájska
10. Powrót 
Księga gości
Kontakt
Document made with Nvu


POWRÓT

Środę w całości spędzamy na kąpielisku termalnym,  pakowaniu się, oraz spacerze po mieście. W czwartek szóstego lipca, około godziny 8 rano żegnamy Veľký Meder i wracamy do domu. Kierujemy się najpierw do Bratysławy a stąd autostradą D2 do przejścia granicznego Kúty – Břeclav, skąd dalej do Brna, gdzie wjeżdżamy na autostradę (dálnice) D1, kierując się na Vyskov, gdzie kończy się autostrada, ale nadal jedziemy dwupasmową drogą szybkiego ruchu (rychlostní silnice) R46. Droga ta doprowadza nas do Ołomuńca, gdzie skręcamy w lewo na dwupasmówkę oznaczoną jako R35, którą jedziemy aż do miejscowości Mohelnice. Od Bratysławy zatem zrobiliśmy 235 km tj. czyli nieco ponad 1/3 drogi do domu autostradami i drogami szybkiego ruchu, co nie pozostaje bez wpływu na średnią prędkość. Tu kończy się dwupasmówka i dalej jedziemy już tylko jednopasmową drogą nr 44 przez Šumperk, Velké Losiny aż do  Jeseníka, gdzie zatrzymujemy się na obiad w dobrze nam już znanej restauracji Akropolis przy Masarykovo náměstí 17. Po obiedzie chcemy wydać resztę czeskich koron i tu zaskoczenie. Będąc w Nitrze, coś obiło się nam o uszy, że 5 lipca na Słowacji jest święto państwowe ku czci św. Cyryla i Metodego. Stąd między innymi dzień ten spędziliśmy głownie na kąpielisku, odpuszczając sobie podróże. Jednak nie przypuszczaliśmy, że Czesi (odmiennie jak Słowacy) świętują dwa dni z rzędu, bowiem 6 lipca obchodzą święto upamiętniające śmierć Jana Husa na stosie w Konstancji. Zatem jedynym czynnym w tym dniu sklepem w Jeseníku był market Bílá, gdzie wydaliśmy resztę czeskiej waluty. Z Jeseníka mamy już tylko 16 km do przejścia granicznego Mikulovice – Głuchołazy, skąd do domu mamy juz tylko nieco ponad 200 km.

I znowu kolejne wakacje za nami. Szkoda, ale przecież już za rok będą następne a może zimą uda się jeszcze gdzieś wyskoczyć... Myślę, że rejon w którym byliśmy, możemy śmiało polecić także na krótsze wypady. W końcu te 600 km z czego ponad 200 autostradą, nie jest to na drugim końcu świata. Na zwykły weekend, to może trochę daleko, ale na weekend „z przedłużaczem”... I to nawet jesienią, zimą czy wiosną. Termalne kąpieliska Słowacji i Węgier są tego warte. Można się tu także zatrzymać w drodze, w dalsze rejony np. południowej Europy. Tak, czy inaczej my jesteśmy bardzo zadowoleni z czasu jaki tu spędziliśmy.