POWRÓT
Środę
w całości spędzamy na kąpielisku termalnym, pakowaniu się,
oraz
spacerze po mieście. W czwartek szóstego lipca, około
godziny 8
rano żegnamy Veľký Meder i wracamy do domu. Kierujemy się
najpierw do Bratysławy a stąd autostradą D2 do przejścia granicznego
Kúty – Břeclav, skąd dalej do Brna, gdzie
wjeżdżamy na
autostradę (dálnice) D1, kierując się na Vyskov, gdzie
kończy
się autostrada, ale nadal jedziemy dwupasmową drogą szybkiego ruchu
(rychlostní silnice) R46. Droga ta doprowadza nas do
Ołomuńca,
gdzie skręcamy w lewo na dwupasmówkę oznaczoną jako R35,
którą jedziemy aż do miejscowości Mohelnice. Od Bratysławy
zatem
zrobiliśmy 235 km tj. czyli nieco ponad 1/3 drogi do domu autostradami
i drogami szybkiego ruchu, co nie pozostaje bez wpływu na średnią
prędkość. Tu kończy się dwupasmówka i dalej jedziemy już
tylko
jednopasmową drogą nr 44 przez Šumperk, Velké
Losiny aż
do Jeseníka, gdzie zatrzymujemy się na obiad w
dobrze nam
już znanej restauracji Akropolis przy Masarykovo
náměstí
17. Po obiedzie chcemy wydać resztę czeskich koron i tu zaskoczenie.
Będąc w Nitrze, coś obiło się nam o uszy, że 5 lipca na Słowacji jest
święto państwowe ku czci św. Cyryla i Metodego. Stąd między innymi
dzień ten spędziliśmy głownie na kąpielisku, odpuszczając sobie
podróże. Jednak nie przypuszczaliśmy, że Czesi (odmiennie
jak
Słowacy) świętują dwa dni z rzędu, bowiem 6 lipca obchodzą święto
upamiętniające śmierć Jana Husa na stosie w Konstancji. Zatem jedynym
czynnym w tym dniu sklepem w Jeseníku był market
Bílá, gdzie wydaliśmy resztę czeskiej waluty. Z
Jeseníka mamy już tylko 16 km do przejścia granicznego
Mikulovice – Głuchołazy, skąd do domu mamy juz tylko nieco
ponad
200 km.
I znowu kolejne wakacje za nami. Szkoda, ale przecież już za rok będą
następne a może zimą uda się jeszcze gdzieś wyskoczyć... Myślę, że
rejon w którym byliśmy, możemy śmiało polecić także na
krótsze wypady. W końcu te 600 km z czego ponad 200
autostradą,
nie jest to na drugim końcu świata. Na zwykły weekend, to może trochę
daleko, ale na weekend „z przedłużaczem”... I to
nawet
jesienią, zimą czy wiosną. Termalne kąpieliska Słowacji i Węgier są
tego warte. Można się tu także zatrzymać w drodze, w dalsze rejony np.
południowej Europy. Tak, czy inaczej my jesteśmy bardzo zadowoleni z
czasu jaki tu spędziliśmy.
|