Rapsodia Węgierska
czyli Austro-(Słowacko)-Węgierskie wakacje A. D. 2006
 
Strona główna
Trasa
1. Wyjazd
2. Veľký Meder
3. Budapeszt
4. Bratysława
5. Győr
6. Wiedeń
7. Komárno
8. Esztergom
9. Podhájska
10. Powrót 
Księga gości
Kontakt
Document made with Nvu


GYŐR

Poranek następnego dnia, w czwartek 29 czerwca, nie zapowiadał ładnej pogody. Po nocnej burzy ochłodziło się nieco a z nieba leciała mżawka, na przemian z deszczem. Taka pogoda zmobilizowała nas do wyjazdu do miejscowości Győr na Węgrzech, dokąd mamy około 25 km. Na jednej z ulic naszego miasteczka zobaczyliśmy reklamę kąpieliska termalnego w Győr, z której wynikało, że jest ono w większej części zadaszone niż to nasze w Veľkým Mederze, tak więc o ile pogoda się nie zmieni to będzie można zażywać tam kąpieli bez przeszkód a zawsze zobaczmy coś nowego. Po 10 minutach jazdy jesteśmy na granicy z Węgrami. Przed wjazdem na most graniczny wymieniamy trochę dolarów na forinty w kantorze. Granicę przekraczamy bez problemów i po kilku chwilach jesteśmy w 129 tysięcznym Győr. Teraz tylko odszukać kąpielisko – niby nic prostszego! Jednak język węgierski stwarza pewną barierę i nie nasze zadanie nie jest takie łatwe. Do miasta wjeżdżamy ulicą Galántai, przed mostem Szécheny skręcamy w prawo, w ulicę Bácsai, potem już „na nosa” ulicami: Szövetség, Rónay do mostu Kossutha, za mostem w prawo wąską, brukowaną uliczką, która zakręca o 180° i sprowadza nas pod most i dalej na parking, na placu stanowiącym nabrzeże nad Dunajem Moszońskim (Mosoni - Duna) jednym z trzech koryt, na które dzieli się Dunaj  przepływając przez Małą Nizinę Węgierską stanowiącą północno-zachodnią część Kotliny Panońskiej. Z parkingu wychodzimy w górę schodkami obok których usytuowany jest turustyczny plan miasta. Po dłuższej jego analizie dajemy za wygraną, nie mogąc się i tak zorientować w węgierskich opisach. Jednak nasz „nos” i tym razem nas nie zawodzi i prowadzi wprost do Belváros czli na Stare Miasto ulicą Jedlik Ányos, którą dochodzimy do rynku (Széchenyi tér). Starówka jest miejscem bardzo uroczym, poprzecinana siecią wąskich i często krętych, zacisznych uliczek przy, których stoją w większości pamiętające Habsburgów, XVIII w. kamieniczki. W jej obrębie znajduje się większość zabytków miasta, których jednak z braku czasu nie mieliśmy możliwości poznać. Dla porządku wymienię tylko, co można tu zobaczyć: katedrę z relikwiami św. Władysława, węgierskiego króla, z dynastii Arpadów; XVIII w. kościół Karmelitów, pozostałości zamku, Arkę Przymierza, barokowy kościół Benedyktynów oraz Muzeum Aptekarstwa w XVII w. aptece,  działającej do dziś. Michała mocno dręczył zapas waluty, w związku z czym dokonał na starówce zakupów w sklepie z zabawkami, oraz z gadżetami z dalekiego wschodu, nabywając tam miniaturowy samurajski miecz. Nasz rekonesans po Belváros nie naprowadził nas jednak na właściwą drogę do kąpieliska. Tutaj nasza intuicja nas opuściła, kąpielisko termalne (Termálfürdo) znajduje się bowiem bardzo niedaleko miejsca, w którym byliśmy, po drugiej stronie rzeczki Rába wpadającej tu do Dunaju, w których to widłach położona jest właśnie starówka. Samochodem okrążyliśmy Stare Miasto i głównymi ulicami, kierując się drogowskazami z niebieskim logo pływaka wśród fal i napisem „Termálfürdo” dotarliśmy w końcu do kąpieliska. Na miejscu jest spory, co prawda, niestrzeżony parking na 500 pojazdów. Z zewnątrz budynek kąpieliska nie robi dobrego wrażenia. Wewnątrz jest jednak zupełnie inaczej – sporych rozmiarów hall, z recepcją i kasą, gdzie po pewnych perturbacjach językowych kupujemy bilety wstępu, które podobnie jak na Słowacji są na cały dzień. O ile dobrze pamiętam za bilet rodzinny zapłaciliśmy 6000.- HUF tj. ok. 88,- PLN. Podobnie jak na Słowacji zamiast biletów otrzymujemy „zegarki” stanowiące przepustkę do basenów. W jednym z owych „zegarków” został zakodowany numer naszej szafki w szatni. Który to egzemplarz i jaki jest numer szafki, należy sprawdzić poprzez dotknięcie do specjalnego ekranu, na którym za trzecim razem wyświetla się informacja, do jakiej szafki zostaliśmy przypisani. „Zegarek” stanowi także klucz do szafki. Z szatni trafiamy na halę basenową, która robi na nas dobre wrażenie. Obiekt jest stosunkowo nowy. W skład kąpieliska wchodzi 7 basenów z wodą o zróżnicowanej temperaturze. Są tu m. in. dwie zjeżdżalnie; jedna wewnątrz budynku (36 m) i druga w części odkrytej (68 m), 2 sauny parowe i 5 suchych, bicze wodne i 2 trampoliny, gabinet masażu i inne atrakcje. Jedna z nich to „skalny wodospad” o wysokości bodaj kilkunastu metrów, gdzie woda spada spod samego dachu budynku do jednego z najniżej położonych basenów. Po drugiej stronie tego samego basenu jest „stojace” jacuzzi. W innym basenie jest tzw. „rwąca rzeka”, której nurt włącza się co jakiś czas, uniemożliwiając poruszanie się pod prąd a wręcz porywając ze sobą kapiących. Jest to system odpowiednio skierowanych dysz wewnątrz kanału wokół sporych rozmiarów rotundy. Znalezienie sie po raz pierwszy w nurcie tej rzeki, robi spore wrażenie i jest ogromnym zaskoczeniem. W innym zakątku tego samego basenu jest grota, do której wejście czasem jest odsłonięte a niekiedy zamaskowane wodną zasłoną. W sklepieniu groty znajduje się otwór sączący do niej bardzo skąpo światło słoneczne. Przy jej ścianach wypływają strumienie bąbelków, masujących bardzo przyjemnie plecy. W innym zakątku kompleksu jest basen skryty w półmroku, podświetlany dyskretnymi lampkami umieszczonymi po wodą, ulubione miejsce przebywania zakochanych par. Inny basen to w zasadzie mały brodzik-jacuzzi z bąbelkami, gdzie strop podtrzymuje centralnie umieszczona kolumna. Aby skorzystać ze wszystkich atrakcji jakie oferują baseny, trzeba na to poświęcić niemal cały dzień! Na miejscu jest bar, serwujący znakomite dania głównie kuchni węgierskiej, nie tylko w stylu fast-food jak to jest w zwyczaju na naszych pływalniach. Do wieczora korzystamy ze wszystkich basenowych atrakcji.