GYŐR
Poranek
następnego dnia, w czwartek 29 czerwca, nie zapowiadał ładnej pogody.
Po nocnej burzy ochłodziło się nieco a z nieba leciała mżawka, na
przemian z deszczem. Taka pogoda zmobilizowała nas do wyjazdu do
miejscowości Győr na Węgrzech, dokąd mamy około 25 km. Na jednej z ulic
naszego miasteczka zobaczyliśmy reklamę kąpieliska termalnego w Győr, z
której wynikało, że jest ono w większej części zadaszone niż
to
nasze w Veľkým Mederze, tak więc o ile pogoda się nie zmieni
to
będzie można zażywać tam kąpieli bez przeszkód a zawsze
zobaczmy
coś nowego. Po 10 minutach jazdy jesteśmy na granicy z Węgrami. Przed
wjazdem na most graniczny wymieniamy trochę dolarów na
forinty w
kantorze. Granicę przekraczamy bez problemów i po kilku
chwilach
jesteśmy w 129 tysięcznym Győr. Teraz tylko odszukać kąpielisko
–
niby nic prostszego! Jednak język węgierski stwarza pewną barierę i nie
nasze zadanie nie jest takie łatwe. Do miasta wjeżdżamy ulicą
Galántai, przed mostem Szécheny skręcamy w prawo,
w ulicę
Bácsai, potem już „na nosa” ulicami:
Szövetség, Rónay do mostu Kossutha, za
mostem w
prawo wąską, brukowaną uliczką, która zakręca o 180°
i
sprowadza nas pod most i dalej na parking, na placu stanowiącym
nabrzeże nad Dunajem Moszońskim (Mosoni - Duna) jednym z trzech koryt,
na które dzieli się Dunaj przepływając przez Małą
Nizinę
Węgierską stanowiącą północno-zachodnią część Kotliny
Panońskiej. Z parkingu wychodzimy w górę schodkami obok
których usytuowany jest turustyczny plan miasta. Po dłuższej
jego analizie dajemy za wygraną, nie mogąc się i tak zorientować w
węgierskich opisach. Jednak nasz „nos” i tym razem
nas nie
zawodzi i prowadzi wprost do Belváros czli na Stare Miasto
ulicą
Jedlik Ányos, którą dochodzimy do rynku
(Széchenyi
tér). Starówka jest miejscem bardzo uroczym,
poprzecinana
siecią wąskich i często krętych, zacisznych uliczek przy,
których stoją w większości pamiętające
Habsburgów, XVIII
w. kamieniczki. W jej obrębie znajduje się większość
zabytków
miasta, których jednak z braku czasu nie mieliśmy możliwości
poznać. Dla porządku wymienię tylko, co można tu zobaczyć: katedrę z
relikwiami św. Władysława, węgierskiego króla, z dynastii
Arpadów; XVIII w. kościół Karmelitów,
pozostałości
zamku, Arkę Przymierza, barokowy kościół
Benedyktynów
oraz Muzeum Aptekarstwa w XVII w. aptece, działającej do
dziś.
Michała mocno dręczył zapas waluty, w związku z czym dokonał na
starówce zakupów w sklepie z zabawkami, oraz z
gadżetami
z dalekiego wschodu, nabywając tam miniaturowy samurajski miecz. Nasz
rekonesans po Belváros nie naprowadził nas jednak na
właściwą
drogę do kąpieliska. Tutaj nasza intuicja nas opuściła, kąpielisko
termalne (Termálfürdo) znajduje się bowiem bardzo
niedaleko
miejsca, w którym byliśmy, po drugiej stronie rzeczki
Rába wpadającej tu do Dunaju, w których to
widłach
położona jest właśnie starówka. Samochodem okrążyliśmy Stare
Miasto i głównymi ulicami, kierując się drogowskazami z
niebieskim logo pływaka wśród fal i napisem
„Termálfürdo” dotarliśmy w
końcu do kąpieliska.
Na miejscu jest spory, co prawda, niestrzeżony parking na 500
pojazdów. Z zewnątrz budynek kąpieliska nie robi dobrego
wrażenia. Wewnątrz jest jednak zupełnie inaczej – sporych
rozmiarów hall, z recepcją i kasą, gdzie po pewnych
perturbacjach językowych kupujemy bilety wstępu,
które
podobnie jak na Słowacji są na cały dzień. O ile dobrze pamiętam za
bilet rodzinny zapłaciliśmy 6000.- HUF tj. ok. 88,- PLN. Podobnie jak
na Słowacji zamiast biletów otrzymujemy
„zegarki”
stanowiące przepustkę do basenów. W jednym z owych
„zegarków” został zakodowany numer
naszej szafki w
szatni. Który to egzemplarz i jaki jest numer szafki, należy
sprawdzić poprzez dotknięcie do specjalnego ekranu, na
którym za
trzecim razem wyświetla się informacja, do jakiej szafki zostaliśmy
przypisani. „Zegarek” stanowi także klucz do
szafki. Z
szatni trafiamy na halę basenową, która robi na nas dobre
wrażenie. Obiekt jest stosunkowo nowy. W skład kąpieliska wchodzi 7
basenów z wodą o zróżnicowanej temperaturze. Są
tu m. in.
dwie zjeżdżalnie; jedna wewnątrz budynku (36 m) i druga w części
odkrytej (68 m), 2 sauny parowe i 5 suchych, bicze wodne i 2
trampoliny, gabinet masażu i inne atrakcje. Jedna z nich to
„skalny wodospad” o wysokości bodaj kilkunastu
metrów, gdzie woda spada spod samego dachu budynku do
jednego z
najniżej położonych basenów. Po drugiej stronie tego samego
basenu jest „stojace” jacuzzi. W innym basenie jest
tzw.
„rwąca rzeka”, której nurt włącza się co
jakiś czas,
uniemożliwiając poruszanie się pod prąd a wręcz porywając ze sobą
kapiących. Jest to system odpowiednio skierowanych dysz wewnątrz kanału
wokół sporych rozmiarów rotundy. Znalezienie sie
po raz
pierwszy w nurcie tej rzeki, robi spore wrażenie i jest ogromnym
zaskoczeniem. W innym zakątku tego samego basenu jest grota, do
której wejście czasem jest odsłonięte a niekiedy zamaskowane
wodną zasłoną. W sklepieniu groty znajduje się otwór sączący
do
niej bardzo skąpo światło słoneczne. Przy jej ścianach wypływają
strumienie bąbelków, masujących bardzo przyjemnie plecy. W
innym
zakątku kompleksu jest basen skryty w półmroku, podświetlany
dyskretnymi lampkami umieszczonymi po wodą, ulubione miejsce
przebywania zakochanych par. Inny basen to w zasadzie mały
brodzik-jacuzzi z bąbelkami, gdzie strop podtrzymuje centralnie
umieszczona kolumna. Aby skorzystać ze wszystkich atrakcji jakie
oferują baseny, trzeba na to poświęcić niemal cały dzień! Na miejscu
jest bar, serwujący znakomite dania głównie kuchni
węgierskiej,
nie tylko w stylu fast-food jak to jest w zwyczaju na naszych
pływalniach. Do wieczora korzystamy ze wszystkich basenowych atrakcji.
|