BRATYSŁAWA
Wtorek,
jako się rzekło minął pod znakiem uciech kąpielowych, natomiast w środę
28 czerwca przyszedł czas na kolejny wyjazd, tym razem do Bratysławy.
Wizyta w stolicy Słowacji (do 1919 roku noszącej nazwę Pressburg) była
w naszych planach, jednak zdecydowaliśmy się na nią już teraz, bowiem
chcieliśmy sprawdzić jakie są możliwości dotarcia z Bratysławy do
Wiednia, transportem publicznym. Przed wyjazdem z Polski, wyczytaliśmy
w internecie o ograniczeniach dotyczących poruszania się samochodem po
stolicy Austrii a szczególnie o kłopotach z parkowaniem.
Postanowiliśmy zatem wycieczkę do Wiednia odbyć w inny
sposób.
Tak więc pierwsze kroki skierowaliśmy na przystań żeglugową firmy
Slovenská plavba a prístavy - lodná
osobná
doprava, a.s. Przy ulicy Fajnorovo nábrežie 2. Odnalezienie
tego
miejsca nie było łatwe ale w końcu udało się. Przystań jest
zlokalizowana tuż obok Słowackiego Muzeum Narodowego. Bez problemu
wykupiliśmy bilety na rejs wodolotem do Wiednia na sobotę 1 lipca.
Koszt takiej wycieczki to 760,- SK od osoby ze zniżką 50% dla dzieci w
wieku od 6 do 15 lat. Zatem w obie strony za nas i Michała zapłaciliśmy
równowartość 210,50 zł. Przed budynkiem biura
podróży w
którym kupowaliśmy bilety dostrzegliśmy kolejkę
którą
można zwiedzać miasto i postanowiliśmy skorzystać z tej usługi. Kolejka
obwiozła nas po centrum miasta, mijając Redutę (siedziba Słowackiej
Filharmonii i największego kasyna w mieście) i pałac
Grassalkovichów (będący siedzibą Prezydenta) aż do Zamku,
gdzie
nastąpił przystanek. Czas postoju nie był długi i pozwolił na jedynie
pobieżne zapoznanie się z tym obiektem, położonym na wzniesieniu, 85 m
ponad poziomem Dunaju. Pierwsze wzmianki o zamku pochodzą z X w. Jednak
jego obecny kształt nadała mu XVII wieczna przebudowa i
odbudowa
rozpoczęta w latach 50-tych XX w. bowiem do tego czasu zamek niszczał,
zrujnowany przez wielki pożar w roku 1811. Na chwilę zeszliśmy po
stromych schodkach pod plac zamkowy, gdzie znajduje się studnia o
głębokości 85 m, stanowiąca niegdyś jedyne źródło wody
pitnej
dla mieszkańców zamku. Jeszcze tylko chwila na kilka zdjęć
ze
wzgórza zamkowego, bowiem panorama stamtąd roztaczająca się
jest
tego warta (na pierwszym planie nowy, ukończony w roku 1971, most na
Dunaju - na szczycie jego pylonu umieszczono panoramiczną restaurację)
i nasza kolejka rusza w dół, w kierunku centrum aby
zatrzymać
się na końcowym przystanku, na Hviezoslavovo námesti
nieopodal
Słowackiego Teatru Narodowego. Jest to znakomite miejsce do rozpoczęcia
pieszej wędrówki po bratysławskiej starówce. Ta
część
miasta nie jest może duża, ale za to bardzo czysta i zadbana. Nie ma tu
tłoku, charakterystycznego dla Pragi czy Wiednia, jest natomiast bardzo
sympatyczna, kameralna atmosfera. Jest sporo restauracji i kafejek z
ogródkami, są uliczni grajkowie i wiele nadających
specyficzny
klimat pomników i rzeźb. Po spacerze przez
starówkę,
docieramy na nabrzeże Dunaju, gdzie w cieniu raczymy się znakomita kawą
wpatrzeni w nurt rzeki i przepływające oraz zacumowane statki. Z
Bratysławy wyjeżdżamy dość wcześnie, chcąc po drodze zobaczyć jeszcze
zaporę i największą na Słowacji elektrownię wodną na Dunaju w
miejscowości Gabcikovo. Budowę tej elektrowni rozpoczęto w roku 1977 na
mocy porozumienia Węgier i Czechosłowacji. W roku 1980 na Węgrzech
wybuchł społeczny protest przeciwko budowie zapory, w wyniku czego
Węgry w roku zaproponowały jej odroczenie a w roku 1989 zawiesiły prace
przy jej budowie aby ostatecznie w roku 1992 ogłosić jednostronne
zerwanie traktatu, co przeniosło konflikt na arenę międzynarodową. Tak,
czy inaczej obiekt robi wrażenie. Z ośmiu turbin dostarczana jest moc
720 MW. Utworzone rozlewisko nie przypomina Dunaju jaki obserwowaliśmy
z kawiarni w Bratysławie. Siedząc na tarasie widokowym, przy punkcie
gastronomicznym i spoglądając na rzekę, w pierwszej chwili, choć na
pewno na wyrost, przychodzi porównanie z Amazonką.
Niewątpliwą
atrakcją tego miejsca jest możliwość oglądania pracy śluzy, przez
którą przepływają jednostki różnych bander. Cykl
napełnienia śluzy trwa około dwudziestu minut. W czasie naszego pobytu
na zaporze, śluzę pokonywały barki z Ukrainy i Holandii, oraz
austriacki statek wycieczkowy. Gdy barki wypływają ze śluzy, my
wyruszamy w drogę powrotną. Do naszej kwatery zostało nam nieco ponad
20 km. W nocy gdy śpimy, budzi nas potężna burza. Pioruny walą, jeden
za drugim, jak z działka szybkostrzelnego, seriami nawet po siedem raz
za razem. Takiego czegoś jeszcze nie słyszeliśmy. To chyba siłownia w
Gabcikovie tak skupia wyładowania. Burza jest intensywna, ale jak
gwałtownie się pojawiła, równie szybko zanika. Do rana już
smacznie śpimy bez niespodzianek.
|